Pierwsza poważna wyprawa moja i 11-letniego Przemka. Z Łodzi na Wolin, potem dookoła wyspy i z powrotem. Autostopem, na pieszo, z plecakiem na grzbiecie, z nocowaniem w namiocie na brzegu morza i w lesie. Dlaczego wyprawa a nie przejażdżka lub wycieczka?
No cóż – ilość przeczytanych książek zobowiązuje a poza tym jak się ma 11 lat, to i świat, i potrzeba jego odkrywania są znacznie większe. Alfred Szklarski, James Oliwer Coorwood, Jack London, Juliusz Verne, Arkady Fiedler stali się przewodnikami i inspiratorami. Podczas tej wyprawy zostałam Mądrą Łasicą a Przemek Sprytnym Wężem. Te tajne miana zostają dopiero teraz ujawnione – “blade twarze wgapione w telewizor” nie skradną nam już duszy. Dorosła mama i dorosły syn zachowali duszę dziecka i dzielą się teraz z Wami dobrowolnie. :-)
“Odwieczna tęsknota za wędrówką szarpie łańcuchem przyzwyczajeń i znów z zimowego snu budzi się we krwi dziki zew”
– Jack London, Zew krwi
Ciekawostka dla dociekliwych.
“Na zachód od tego miasta mieszka pewien szczep należący do Słowian, zwany ludem Ubaba. Mieszka on w borach od krain Meszko, która jest bliska zachodu i części północy. Posiadają oni potężne miasto nad Oceanem (czyli Bałtykiem), mające dwanaście bram. (...) Wojują oni z Meszko, a ich siła bojowa jest wielka. Nie mają króla i nie dają się prowadzić jednemu władcy, a sprawującymi władzę wśród nich są ich starsi.”
– Ibrahim ibn Jakub