Autostop z wigilijnym aromatem

Jakie wartości może przekazać dom rodzinny? Jaką rolę pełnią w tym święta i zrozumienie wielokulturowych tradycji. O eklektycznych świętach, edukacji domowej i podróżowaniu...

Choinka świąteczna z aniołkiemBoże Narodzenie, Gwiazdka, Wigilia - ileż przyjemnych skojarzeń przesuwa się przed oczami... kolory, zapachy, dźwięki i to, co najważniejsze - uczucia łaskoczące serce. W naszym domu chłoniemy świąteczną atmosferę wszystkimi zmysłami i tak naprawdę święta zaczynają się u nas miesiąc wcześniej. I to wcale nie dlatego, że w marketach straszą "christmasowe obrzydliwstwa" - tam rzadko bywamy. Wcale nie dlatego, że w telewizji reklamy - z oglądania telewizji zrezygnowaliśmy dziesięć lat temu. Pierniczki świąteczneŚwięta goszczą w naszej duszy od początku grudnia razem z czytaną co roku "Wigilijną Opowieścią" Dickensa, z zapachem własnoręcznie robionych pierniczków, z zabawą towarzyszącą szyciu aniołów, odlewaniu i malowaniu Mikołajów, robieniu ozdób i prezentów.

Razem z bożonarodzeniowymi kolędami i pieśniami zbieranymi z różnych zakątków świata (kto słyszał "Cichą Noc" po chińsku?) są okazją do spotkania z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną przy wspólnym robieniu "czegoś". Stają się chwilą wytchnienia od pośpiechu i szarzyzny codzienności. Dają nadzieję, że życie wcale nie musi być nijakie - może być pełne pasji i miłości. Świąteczne różnościPełne małych radości dzielonych z innymi. Nasze "miesięczne" święta są buntem przeciwko dwudniowej epopei obżarstwa i pozorów, gdzie chrystusowa idea miłości i dobra została sprowadzona do suto zastawionego stołu i pustego nakrycia... dla niespodziewanego gościa.

Ozdobione świątecznie oknoJedne ze świąt zaczęły się dla mnie i syna, mającego wówczas 14 lat, na małej stacji benzynowej gdzieś na Węgrzech. Był początek grudnia, noc, sypiący śnieg a my siedzieliśmy na plecakach przed wejściem do sklepiku na stacji wypatrując TIR-a, który powiezie nas autostopem dalej. Wracaliśmy po kilkumiesięcznej wędrówce przez Turcję i Grecję i byliśmy zaskoczeni goniącymi nas od Rumuni śnieżycami. Mogliśmy sobie pozwolić na tak długie wyjazdy, gdyż syn był w Edukacji Domowej. Nie chodził do szkoły a raz do roku zdawał egzaminy ze wszystkich przedmiotów. Uczył się zanurzając w innych kulturach podczas wypraw i ugruntowując wiedzę podczas pobytów w domu.

Rozświetlona wieża z gwiazdąPatrzyłam na mieniące się w świetle latarni płatki śniegu i opowiadałam synowi ponurą bajkę Andersena o dziewczynce z zapałkami. Żartowaliśmy, że jeśli przyjdzie nam czekać zbyt długo to skończymy jak ona. Nagle z głośników na stacji rozległ się głęboki, nostalgiczny głos Franka Sinatry i Binga Crosbiego śpiewających "Cichą Noc". Coś ciepłego wlało mi się do serca i już wiedziałam, że dom jest blisko a święta tuż tuż. Zrobiło nam się wesoło, zaczęliśmy skakać i rozcierać ręce do wtóru lecącego "Rudolfa czerwononosego renifera" i czuliśmy, że zaraz będziemy jechać dalej, dalej... do domu.

Wyszywany mikołajZamiast Mikołaja z Rudolfem mieliśmy po chwili rumuńskiego kierowcę TIR-a, który zabrał nas do Brna. Poił nas gorącą herbatą i wypytywał o dzisiejszą Polskę. Wspominał stan wojenny i Lecha Wałęsę. Mówił, że kocha Polaków za ich umiłowanie wolności i hardą duszę. Te cudowne okruchy dobra, których zawsze doświadczamy podczas wędrówek w tej przedświątecznej, śnieżnej aurze poruszały mnie jeszcze bardziej. Czułam syna Bożego w uśmiechu napotykanych ludzi, w smaku herbaty, w zapachu paliwa w rozklekotanej ciężarówce a zwłaszcza w oczach pomagających nam spontanicznie ludzi. Te oczy i uśmiechy mówiły więcej niż słowa, były odwiecznym przesłaniem - "Czyń dobro a dobro powróci". W tamten grudniowy świt, w tumanach śniegu wiedzieliśmy, że święta się zaczęły...

Prezenty i łakocie świąteczne
Nie minęły trzy dni jak w domu zagościł porządek i z zakamarków wychynęły dekoracje a dom zamienił się w małą manufakturę. Jak co roku zjawiło się mnóstwo znajomych, by bawić się przy robieniu aniołów i uroczych "obrzydliwków" ze słomy, gipsu, kory, orzechów, szyszek, szmatek i wszystkiego co wpadło w ręce i do głowy. Znowu cały dom pachniał miodem i bakaliami a upieczone pierniki schodziły z blach do metalowych puszek i słoi. Plastry pomarańczy i cytryn suszyły się na piecu a w lodówce dojrzewał "trzytygodniowy piernik". Suszone prawdziwki z polskiej wsi pod Stambułem, tureckie bakalie w ciastkach i mnóstwo egzotycznych przypraw przypominały wyprawę i to, że bez względu na czas i miejsce najważniejsze jest dzielić się z innymi dobrem i radością.

Jemioła świątecznaJak co roku pojawiła się pod sufitem gigantyczna jemioła - bo "bez jemioły rok jest goły". Wieczorami nasz dom stawał się fabryką prezentów jak u Mikołaja na biegunie, bo każdego z bliskich chcieliśmy obdarować własnoręcznie wykonanym drobiazgiem. Robiąc kolejnego anioła czy Mikołaja zawsze myślę, że ma magiczną moc - nie jest zwykłym prezentem - jest zaklętym okruchem dobra i szczęścia, którym dzielimy się z bliskimi nam ludźmi. Choinkowy aniołekZawsze z dumą patrzę na "armię magicznych aniołów" gotowych ruszyć w świat i czuję się jak dobra wróżka. Tak mało spontanicznej magii w naszym codziennym życiu a tak łatwo ją wywołać dobrym słowem, gestem i uśmiechem... Wspólne śpiewanie i słuchanie kolęd przy robieniu pierniczków, stosów ciasteczek, pierogów i uszek zawsze jest okazją do obudzenia w sobie tego magicznego ciepła, które tak bardzo jest potrzebne w te długie zimowe miesiące, gdy noc pożera dzień...

Czasem się śmieję, że włączyliśmy w nasze świąteczne obchody prawie każdą tradycję, którą wymyślono na świecie i gdzieś zawieszeni między kiczem i komercją znaleźliśmy własną drogę środka - Drogę Dobra i Spontanicznej Radości.

Świecznik udekorowany świątecznymi ozdobamiI tak w oparach świec rzucających cienie, w zapachu cynamonu, igliwia, imbiru, kapusty i ryb, przyszedł wigilijny wieczór. Jak zawsze te same słowa o narodzeniu Jezusa rozpoczęły wieczerzę. Nikt nie palił elektrycznego światła a na twarzach migotały odbite płomienie świec. Wędrował opłatek i życzenia... Jeszcze dmuchnięcie na krzesło, by nie usiąść na duchu przodka i wreszcie smakowanie dwunastu potraw z lasów, pól, ziemi i wody a każda zjedzona gwarantowała szczęście w każdym z miesięcy w roku. Ogień buchał w piecu, poblaskując w szybce, bo żywy ogień to żywy dom...

Worki z prezentamiAtmosfera rozluźniła się, nadchodził czas prezentów. Każdy wspaniale zapakowany, najczęściej własnoręcznie wykonany, kusił tajemnicą. Ale nie tak łatwo je było dostać - najpierw trzeba zaśpiewać, wyrecytować lub opowiedzieć coś przygotowanego specjalnie na tę okazję. Śmiech i radość, rozmowy i tylko trochę przykro, że już dobiegł końca ten wspaniały wieczór i znowu przyjdzie czekać na kolejny grudzień cały rok.1