Kilka dni przed wyjazdem do Grecji i Turcji czytałam książkę “Minarety bez czarczafów” Eugeniusza Paukszty. Zainteresowała mnie historia polskiej wsi Adampol w Azji Mniejszej, 30 km od Stambułu. Tradycje, polska mowa, warunki życia – wszystko było ciekawe i byłam pewna, że bardzo chcę tę wieś odwiedzić…
Nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość, więc autostopem tak pomknęliśmy, że zamiast najpierw do Grecji, jak było planowane, od razu trafiliśmy do owego Adampola. Do domu wspaniałego, 86‑letniego Edka Dochody, który nas zabawiał cudownymi opowieściami i gościł przez prawie trzy miesiące. Dzięki niemu poznaliśmy Stambuł i duży kawałek Turcji a także historię najbardziej znanej poza granicami polskiej wsi, obecnie nazywanej Polonezköy.
Pan Edek Dochoda ma 86 lat i temperament o połowę młodszego człowieka. Rewelacyjnie opowiada o dawnych czasach i wioskowych perypetiach – mogę go słuchać godzinami. Po autostradzie pomyka setką, na traktorze czuje się jak na krześle a jest tak pełen ciepła i humoru, że nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego towarzystwa. Mogę mu tylko dedykować słowa Horacego:
“Spraw niech się cieszę, tym co mam. Niech zdrowie zawsze mi służy, niech myśl się nie łamie. Starość, gdy przyjdzie, niech będzie łagodna i pełna pieśni.”
– Cytat z Księgi Wypraw