Niektóre miejsca przyciągają wielokrotnie bo kojarzą się z czymś dobrym i pełnym radości. Takim miejscem w Polsce jest dla mnie wyspa Wolin.
Jeździłam na nią na obozy harcerskie. Tam zdobyłam sprawność “Trzy pióra” – w tym celu trzeba było jeden dzień pościć, jeden nie mówić a trzeciego zmierzyć się z lasem, ciemnością i samotnością. Takie wspomnienia zostają w pamięci. Dlatego chciałam o nich opowiedzieć synowi. A potem je pokazać. To była nasza druga wyprawa na Wolin. Plecak wystawał mu ponad głowę a wojskowe buty były o dwa rozmiary za duże. Nadal towarzyszył nam marketowy, tani namiocik, kociołek z czasów harcerskich i myśliwski nóż. Jak wspaniale smakowały grzanki z chleba na ognisku rozpalonym na plaży z zebranych suchych patyków. Przemek ratował podtopione motylki a nocą przy latarce czytaliśmy książki.
- Masz dziesięć minut na drogę. Musisz biec - rzekł Gandalf.
- Ale... - zaczął Bilbo.
- Nie ma czasu na żadne ale - powiedział czarodziej.
- Ale... - powtórzył Bilbo.
- Na to także nie ma czasu. Ruszaj!– J. R. R. Tolkien, Hobbit