Pamiętałam jeszcze swoje bieszczadzkie obozy, zapach smolistego drewna i słowa piosenek śpiewanych przy ognisku.
Bieszczady
Tu w dolinach wstaje mgłą wilgotny dzień
Szczyty ogniem płoną, stoki kryje cień
Mokre rosą trawy wypatrują dnia -
Ciepła, które pierwszy słońca promień da.Cicho potok gada, gwarny pośród skał
O tym deszczu, co z chmury trochę wody dał
Świerki zapatrzone w horyzontu kres
Głowy pragną wysoko, jak najwyżej wznieść.
Chciałam to pokazać synowi – trudno było. Przeludnione szlaki, puszki po piwie, trochę inne były te Bieszczady kilkanaście lat później. Najpierw przerażenie i smutek a potem małe “czary-mary” i ponownie poczułam dawny smak przygody. Trzeba było czasem trochę wcześniej wstać by zdążyć wejść na połoniny przed turystami, albo poszukać miejsc mniej uczęszczanych. Na Solinie Przemek zaczął pływać na dłuższych dystansach i poznał w pełni nocne odgłosy lasu.