Krok pierwszy - wyczucie kierunku

Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać! - Walt Disney

Prowadząc dzieci - paidagogosPedagog (paidagogos) - słowo pochodzące z greckiego oznaczające "prowadzący dziecko". Tak. W takim znaczeniu przyznaję się do bycia pedagogiem, mimo iż nie posiadam żadnego dyplomu dokumentującego bycie nim formalnie. Stałam się paidagogos poprzez życie, pasję i działanie. Poprzez "prowadzenie" własnych dzieci. W tym prowadzeniu zawarło się zarówno wychowanie i opiekowanie, jak i uczenie. Nie obarczona nadmiarem wiedzy teoretycznej, nie skażona uczelnianą manierą mogłam odkrywać z dziećmi świat będąc dla nich przez jakiś czas mentorem i mistrzem, by w miarę dorastania oddać je w ręce innych mistrzów, których sami wybiorą na swojej drodze.

Co może rodzic-pasjonat? Może pokazać dziecku swój świat, ale również pozwolić mu w miarę wieku na dokonywanie wyborów, na podejmowanie decyzji. Czy rodzic jest gorszym pedagogiem od sztabu profesjonalistów? Nie. Może być nawet lepszym jeśli potrafi otworzyć dziecko na ciekawość świata oraz umożliwi mu wszechstronny rozwój i ciekawe kontakty z innymi kluczowymi osobami, zarówno dorosłymi, jak i rówieśnikami.

Płaty mózgowePedagogiem stałam się niejako z przerażenia i frustracji, z braku zaufania do instytucjonalnej służby zdrowia i placówek oświatowych. Teraz, po 19 latach, mogę stwierdzić, że miałam szczęście urodzić drugie dziecko z uszkodzeniem mózgu i niedowładem lewostronnym w wyniku wypadku przy porodzie. Teraz nazywam to szczęściem, mimo iż wtedy było to przerażającą diagnozą. Ów wypadek zainicjował przygodę trwającą wiele lat, która przerodziła się w pasję a nawet z czasem w profesję, gdyż wiele metod z pracy z dzieckiem wykorzystuję również jako trenerka w pracy z dorosłymi. To, co mogło przerazić, wyzwoliło kreatywność i skłoniło do poszukiwania alternatyw.

Albert EinsteinŚwiadomość, że w wyniku długotrwałego niedotlenienia część komórek w mózgu syna obumarła nie była zbyt optymistyczna, ale majaczyło pytanie - czy pamiętam ile procent mózgu wykorzystuje człowiek? To wspaniałe pytanie i równie wspaniała odpowiedź - geniusz wykorzystuje około 10%, trzymała mnie w nadziei przez wiele miesięcy zanim zaczęły być widoczne pierwsze efekty działań terapeutyczno-edukacyjnych. Powtarzałam sobie afirmację - "jeżeli mój syn ma uszkodzone nawet 90 % mózgu, to i tak zostało mu wystarczająco wiele, by zostać drugim Einsteinem". Jakże pocieszająca i konstruktywna myśl inicjująca moje wieloletnie poszukiwania...

Uczysz się poprzez to, co widzisz, co słyszysz, co wyczuwasz smakiem, co wyczuwasz węchem, co robisz, czego dotykasz, co sobie wyobrażasz, co czujesz.

Początek lat dziewięćdziesiątych i brak internetu nie były przeszkodą do "przeszperania" bibliotek, poruszenia sieci znajomych i dotarcia do literatury zarówno zza wschodniej, jak i zachodniej granicy. Pierwszym tematem mojej eksploracji była nauka o budowie i funkcjonowaniu mózgu. Wiedziałam, że tam znajdę odpowiedzi jak stymulować i usprawniać mózg mojego syna. Z książek Tony Buzana dowiedziałam się, że sprawność mózgu nie zależy od ilości komórek a od sieci połączeń między nimi. Lata 90-te, będące eksplozją Ery Komputerów i Internetu, były także latami ogromnego postępu w badaniach mózgu, wręcz przewartościowania nauki o nim. Mózg zaczął się jawić jako najpotężniejszy komputer choć niewiele większy od grejpfruta. Składający się z biliona komórek, mogący rozwinąć do 20 000 "gałęzi" na każdej ze 100 miliardów komórek nerwowych. Zawierający cztery odrębne części: korę mózgową oraz części odpowiadające za instynkty, równowagę i uczucia. Mający dwie współpracujące półkule: lewą "naukową" i prawą "twórczą". O wielu różnych "ośrodkach inteligencji" i działający na co najmniej czterech długościach fal. W świetle tych danych warto było poczuć potęgę własnego mózgu i jego możliwości.

Półka z książkami i dinozaurami
Kolejnymi mistrzami na drodze poznawania ludzkich możliwości byli: Michael Gelb z serią książek "Myśleć jak..." - Leonardo, Einstein, geniusz, Edward de Bono z nowatorskim podejściem do kreatywnego myślenia i Glenn Doman pokazujący jak można uczyć czytać dzieci z uszkodzeniem mózgu nawet zanim nauczą się mówić. Towarzyszył im twórca neuropsychologii Aleksander Łuria i twórca sugestopedii Georgi Łozanow. Wspomagały techniki wizualizacyjne Jose Silvy i Lecha Emfazego Stefańskiego. Ich książki i kasety zainicjowały moją przygodę z muzykoterapią, wykorzystaniem nagrań z piskami orek i wielorybów oraz specjalnych nagrań do synchronizacji półkul mózgowych.

Zabawa z czarnym królikiemKolejne lata były czasem eksperymentów i odkrywaniem nowych dróg. Niektóre pomysły się nie sprawdzały, do innych byłam przekonana od razu. Dbałości o rozwój intelektualny towarzyszyły ćwiczenia czynno-bierne i kinezyterapia. Ogromna różnorodność bodźców - kolory, smaki, zapachy, faktury, kształty, muzyka klasyczna, zwierzęta domowe (papugi, chomiki i koty) oraz bardzo wczesne czytanie - sprawiły, że syn chociaż rozwijał się nierównomiernie, to na pewno w dobrym kierunku. Niemowlęta bardzo często otacza się słodkimi i pastelowymi kolorami. Ja intuicyjnie wybierałam mocne i zdecydowane kolory o wyraźnych kontrastach. Po latach trafiłam na wyniki badań amerykańskich noblistów Torsteina Wiesela i Davida Hubela, którzy udowodnili, że takie wczesne pobudzanie zmysłów jest konieczne, by komórki mózgowe nauczyły się swych zadań.