Krok czwarty - wszystko jest nauką

Słucham i zapominam, widzę i pamiętam, robię i rozumiem.
Konfucjusz

Wyprawa po krowie placki

To trochę dziwna historia - jechać 50 km za Łódź po krowie placki? Ale cóż zacznę od początku... Ja i przyjaciel mamy z dzieciństwa (przyjaźnią się już 29 lat!) mamy kolekcję kaktusów. Moje kaktusy są wspaniałe, ale trzeba je nawozić różnymi składnikami mineralnymi, żeby ładnie rosły. Tydzień przed naszą wyprawą Jacek zwoził na swoją działkę kupy żyraf, słoni i hipopotamów z ZOO, żeby wszystko lepiej rosło, miało odpowiedni odczyn i strukturę gleby. Zapytałem czy moim kaktusom też przyda się kupa słonia. Niestety nie. Dla kaktusów najlepsza jest kupa krowy, bo nie zakwasza ziemi. Tak więc zbieraliśmy łopatką krowie placki, by potem je wysuszyć i zmielić w młynku, aby można było dosypywać do doniczek.
Przemek 11 lat

Każda okazja jest dobra do nauki przez doświadczanie. Zainteresowanie kupami żyraf i słoni wywołało lawinę pytań. O łańcuch pokarmowy i o to, co kto zjada, co zawiera nawóz, jakie są typy gleby oraz jakie wymagania mają różne rośliny. Wokół krowiego placka kręcił się temat przez wiele dni. Obejrzeliśmy kilka filmów dokumentalnych, książek popularnonaukowych i albumów. Jacek jako pasjonat hodujący różne rośliny (nawet storczyki i owadożerne dzbaneczniki) wtajemniczał Przemka w podstawy chemii, fizyki i biologii. Wszystko odbywało się samoistnie i... bez użycia słowa nauka. Czwartoklasista poszerzał swój słownik o terminy chemiczne, słowo dekompozycja, łacińskie nazwy ulubionych kaktusów. Poznawał różnice miedzy gatunkami rosnącymi w różnych rejonach świata. Dowiadywał się o wilgotności gleby, jej strukturze, nasłonecznieniu i erozji. Skonstruował z gałązki wierzby wilgotnościomierz i wyskalował w oparciu o instrukcje Jacka.

Słońce świeci, deszczyk pada
Chodzę patrzę, co kto zjada.
Gdy się trawka zazielenia,
Krowa je ją, w "placek" zmienia.
Krowi placek zjada "liszka"
Tłustą "liszkę" łyka pliszka.
Pliszkę jastrząb je ze smakiem,
Potem kupka biednym ptakiem.
Wnet żuk gnojarz kupkę łyka
I tak kółko się zamyka!
Resztki żuka je dżdżownica
Bo to bardzo ją zachwyca.
Robi kompost dla zabawki,
By znów rosnąć mogły trawki.

To fragment z książki Anny Kalinowskiej "Lato nad Narwią", która przypadkiem trafiła w nasze ręce akurat na fali zainteresowania kupami i ekologią. Zainspirowała nas ona do zupełnie innego spojrzenia na ekologię jako naturalny styl życia a nie modne obecnie hasło, za którym często niewiele idzie.

Tak wyglądała edukacja samoistnie inicjowana przez wydarzenia. Najpierw pojawiała się ciekawość dziecka i jego pytania. Potem wystarczyło podsycić tę ciekawość i nie zniechęcić do zadawania co rusz nowych pytań a także zaangażować się w szukanie odpowiedzi bądź pokierować na kogoś, kto jej może udzielić. Pierwsze kilkanaście lat było nauką formułowania i zadawania pytań oraz zrozumienia, że nie jest najważniejsza "wkuta" wiedza tylko umiejętność szukania odpowiedzi.