Krok siódmy - autostop, czyli podróżowanie za procesem

To podróż daje nam szczęście, nie jej cel.

Stykanie się w podróżach z rozmaitymi ludźmi uczy, że nic nie jest oczywiste, że obyczaje własnego kraju czy regionu nie są kanonem niepodważalnym. Podróże i zetknięcia z innymi prowadzą do wewnętrznego wyzwolenia spod siły przyjętych konwencji myślowych. Uczą szybciej i ciekawiej niż podręczniki akademickie (...) Podróże dają okazję do ciągłej rewizji tego, co już uznało się za słuszne. - Maria Szyszkowska "Twórcze niepokoje codzienności"

Uwolniliśmy się od szkoły, którą czasami w żartach nazywałam "przechowalnią dzieci" w czasie pobytu rodziców w pracy. Mogliśmy wyjeżdżać poza sezonem wakacyjnym, co było ogromnym ułatwieniem. Poza sezonem w wielu krajach jest przyjaźniej i spokojniej, nie ma hord turystów a muzea są pustawe. Jest także mniej gorąco, zwłaszcza w krajach południowych, które obraliśmy za cele naszych podróży na ładnych kilka lat. Temperatura jest bardzo ważna dla osób podróżujących z plecakami, na pieszo i autostopem.

Podróżowaliśmy głównie autostopem, choć nie tylko. Kierując się tym, co chcemy poznać, jakie miejsca zobaczyć i czego się nauczyć. Każda wyprawa była przygotowywana dużo wcześniej. Z dwunastoletnim Przemkiem i córką Zuzanną byłam na Ukrainie i Krymie śladami Adama Mickiewicza i tropem dawnej Polski "od morza do morza". Była to ostatnia z tras samochodowych zorganizowanych. Kolejne były już autostopem i z samym synem.

Jak miał 13 lat objechaliśmy dookoła Włochy i Sycylię śladem starożytnych kultur: etruskiej, rzymskiej i greckiej. Z 14 letnim była wyprawa do Turcji i Grecji. Turecka część wyprawy związana była z pobytem Mickiewicza w Stambule i Adampolem - polską kolonią nad Bosforem, oraz greckimi miastami na wybrzeżu Morza Egejskiego. Podróżowaliśmy także śladami Henryka Shliemanna - genialnego samouka, poligloty i odkrywcy Troi. W kolejnych latach odbyliśmy wyprawy do Turcji i na Kaukaz mitologicznymi śladami Starożytnej Kolchidy i najstarszego hominida Eurazji odkrytego w Dmanisi w Gruzji.

W tytule napisałam, że było to nasze "podróżowanie za procesem". Nawiązuję tu do Psychologii Zorientowanej na Proces i jej zasad. Kiedyś autostop był postrzegany jako sposób podróżowania bez pieniędzy a teraz awansował do rangi stylu życia. Tak też go postrzegam ja i całe grono moich znajomych podróżników. Prawdziwi autostopowicze są różnych profesji i w różnym wieku. Wybierają taki sposób podróżowania nie ze względu na brak pieniędzy a z powodu możliwości bezpośredniego wchodzenia w relacje z innymi ludźmi. Alternatywne podróżowanie, różne formy noclegów i zwiedzania takie, jak Couchsurfing, Hospitality Club, Servas i esperanckie Pasporta Servo stają się coraz bardziej popularne dla osób znudzonych komercyjnym podejściem i masowym wypoczynkiem. Edukacja Domowa, autostop, couchsurfing, open source (otwarte oprogramowanie), Banki Wymiany Czasu to różne przejawy zmęczenia ujednoliceniem i komercjalizacją "globalnej wioski".

Inicjatywy przybliżające ludziom ludzi, otwierające ich na relacje a nie tylko na kupowanie usług dynamicznie rozszerzają swój zasięg. Wystarczy spojrzeć na "surfowanie po kanapie". Sześć lat temu, w 2003 roku Amerykanin Casey Fenton założył stronę internetową, na której mogą logować się ludzie gotowi nieodpłatnie przenocować innych użytkowników tej samej witryny. Na stronę początkowo zaglądali głównie znajomi i znajomi znajomych. Z czasem zainteresowanie pomysłem udostępniania kanapy zaczęło wzrastać w zawrotnym tempie. Obecnie zarejestrowanych jest 241 tys. użytkowników z sześciu kontynentów i 26 tys. rożnych miejsc na Ziemi! Zdecydowana większość z nich oferuje innym darmowy nocleg. Są też tacy, którzy proponują oprowadzanie po mieście. Couchsurfing od początku jest organizacją typu non profit. Dlatego nie ma w niej reklam i niepotrzebnie wyskakujących komunikatów. Witrynę tworzą, tłumaczą na różne języki i utrzymują sami jej użytkownicy.

Jako była pilotka wycieczek zagranicznych znałam wady i zalety zorganizowanego podróżowania. Wiedziałam, że podróżując samemu jesteśmy nieskrępowani żadnymi ograniczeniami ani barierami czasowymi. Jeżeli jakieś miejsce nas zainteresuje, to możemy w nim zostać dłużej bądź zmienić nakreśloną trasę. Dopasowywaliśmy trasę do siebie i do wydarzeń, które nas spotykały. Szliśmy za procesem, za tym kogo spotykamy i co zwróciło naszą uwagę. Była to pełna swoboda podążania po tylko z grubsza wyznaczonej trasie. Było to takie przyzwolenie, by droga nas wiodła sama, tak jak w "Hobbicie" Tolkiena:

A droga wiedzie w przód i w przód,
Choć się zaczęła, tuż za progiem -
I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią - tak, jak mogę...
Skorymi stopy za nią w ślad -
Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dokąd? - rzec nie mogę.

Najmniej ważne w naszych podróżach były pieniądze. Nie były żadną barierą, gdyż z zasady zawsze braliśmy tylko tyle pieniędzy, ile wydalibyśmy w Łodzi na jedzenie (we Włoszech mieliśmy 250 euro na dwa miesiące, w Turcji i na Kaukazie około 400 dolarów). Było to bardzo duże wyzwanie dla kreatywności i narzucenie sobie pewnej samodyscypliny. Nigdy na priorytety nam nie brakowało, zawsze wracaliśmy z pełnym plecakiem trofeów: książek, albumów, płyt z muzyką i filmami. Jedzenia także mieliśmy pod dostatkiem. Najbardziej liczyło się w naszych podróżach dobre przygotowanie psychiczne, merytoryczne i towarzysząca temu otwartość na świat i ludzi.

Kilka miesięcy przed wyprawą zaczynaliśmy szukać materiałów. Czytaliśmy książki, przewodniki, znajdowaliśmy opisy w literaturze pięknej i poezji. Interesowaliśmy się architekturą i sztuką danego regionu. Szukaliśmy interesujących nas wydarzeń historycznych. Ze względu na zainteresowanie mineralogią sprawdzaliśmy wcześniej, jakie złoża występują w miejscach, do których zmierzamy. Przygotowywaliśmy podręczniki i płyty do nauki języka, zgrywaliśmy materiały najpierw na discmana a potem odtwarzacz MP3. Jeśli podróż miała trwać długo, to braliśmy ćwiczenia i książki np. z matematyki, chemii, fizyki. Każdej podróży towarzyszyły pewne lektury. W Turcji była z nami "Iliada" Homera, "Odprawa Posłów Greckich" Jana Kochanowskiego, "Giaur" Georga Byrona i nagrana w MP3 trylogia Henryka Sienkiewicza. Po Kaukazie podróżował z nami "Hobbit" w wersji angielskiej i rosyjskiej, "W drodze" Jacka Kerouacka i "Świat Zofii" Gaardera. Wiele książek kupowaliśmy także po drodze nie bacząc na dodatkowe kilogramy.

W podróży wiedza była wchłaniana wszystkimi zmysłami - miejsca historycznych wydarzeń, krainy geograficzne, klimat, muzea i wykopaliska, a oprócz tego żywi ludzie i ich religia, tradycje, kuchnia, muzyka i język. Poprzez autostop i wędrówkę pieszą nawiązywaliśmy wiele kontaktów, prowadziliśmy masę rozmów na interesujące nas tematy, byliśmy zapraszani w różne miejsca i na różne imprezy kulturalne bądź rodzinne.

Ponieważ podróże były naszą pasją, więc i pewne niedogodności przyjmowane były za element gry, zabawy, nauki i kształtowania charakteru. Czekanie na samochód zamieniało się w próbę wytrwałości, a spanie nad morzem lub w górach w namiocie stawało się okazją do medytacji i zastanowienia nad sobą czy nad życiem. Grzanki na ognisku smakowały znacznie lepiej niż obiad w restauracji, a czysta woda w upale stawała się bardziej wykwintna. Proste potrawy w biednych wioskach na Kaukazie, wśród wspaniałych ludzi stawały się biesiadami długo wspominanymi.

Podczas drugiej wyprawy na Kaukaz dotarliśmy do znajomego monastyru Zarzma położonego w górach kilkadziesiąt kilometrów od Achalcyche. Trafiliśmy na budowę nowego domu dla mnichów. Akurat przy nas wydarzył się wypadek i jednemu z mnichów blok skalny przygniótł rękę. Ja zajęłam się opatrzeniem ręki a Przemek przez cały dzień zastępował kontuzjowanego mnicha. Akurat tego dnia potrzebne były do pomocy każde ręce, gdyż stawiano z kamiennych bloków nowy portal. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na wspólną ucztę przy świecach. Brak prądu, świece, wspaniałe i proste potrawy oraz kilkunastu brodatych mnichów śpiewających przez kilka godzin pieśni. To była nagroda od losu za bezinteresowną pomoc. Tak było podczas każdej z wypraw - my pomagaliśmy z łatwością i również korzystaliśmy z pomocy innych ludzi. Przemek wbrew medialnym tendencjom poznał, że świat jest bezpieczny a ludzie z innych kultur i religii są wspaniali i gościnni. Poznał, że z niebezpieczeństwem można się równie dobrze spotkać pod własnymi drzwiami lub we własnym mieście, gdzie został pobity przez chłopaka chcącego wyłudzić pieniądze a innym razem okradziony z komórki. Na wyprawach mimo zapuszczania się w trudne tereny nie zetknęliśmy się z żadną niebezpieczną sytuacją ze strony ludzi a tylko ze strony przyrody.

Każdej wyprawie towarzyszył dziennik podróży, nazywany Księgą Wypraw, w którym opisywany był każdy dzień. Były w nim wpisy wiozących nas kierowców i napotykanych bądź goszczących nas ludzi, rysunki, zdjęcia, bilety, mapki, widokówki, rośliny, dobre życzenia. Każda z Ksiąg Wypraw była kluczem do ludzkich serc i głównie dzięki nim tak łatwo nam się podróżowało i zwiedzało.

Co chciałbym robić w przyszłości? Interesujące pytanie. Dawniej myślałem, by w przyszłości być podróżnikiem, geologiem, mineralogiem i oczywiście mieć własną bezludną wyspę. Teraz sądzę, że im więcej będę umiał i znał, to moje horyzonty będą szersze i głębsze. Chciałbym zostać poliglotą i człowiekiem renesansowym podobnym do Leonardo da Vinci. Człowiekiem, który będzie umiał sobie radzić w najróżniejszych sytuacjach. Nawet gdybym zabłądził w Puszczy Amazońskiej, to bym przetrwał nawet i lata, jeśli tyle czasu zajęłoby mi wydostanie się z gęstwin leśnych.
Przemek 16 lat