Krok szósty - zaczynamy!

Nigdy nie dopuściłem do tego, aby szkoła przeszkodziła mi w kształceniu się. -- Mark Twain

Człowiek nieustannie musi za pomocą czynów wyzwalać swe siły, swą piękność, swą dobroć, całą swą duszę. - Rabindranath Tagore

Siedzę przy kominku i patrzę na moje koty. Leżą rozleniwione i nic nie robią. "Nic" to błędne słowo - one śpią, mruczą i wylegują się. Niczego nie muszą udowadniać, o nic nie muszą zabiegać. Wystarczy, że żyją. Ich życie jest MRUCZENIEM. Inaczej jest z nami - ludźmi, nie wystarczy samo leniuchowanie. By coś w życiu osiągnąć trzeba wykazać się energią, chęcią działania i determinacją. Nam potrzebne są czyny, to dzięki nim stajemy się pełnowartościowymi ludźmi. Tytułowe słowa R. Tagore mogę uzupełnić innymi zasłyszanymi cytatami, które ja staram się stosować w życiu, a które dotyczą tego samego.

Aby dokonać rzeczy wielkich, musimy nie tylko działać, ale i marzyć, nie tylko planować, ale i wierzyć - Anatol France

Zrób krok w nieznane. Nie bój się. Albo poczujesz twardy grunt pod nogami, albo nauczysz się latać.

Jeśli chcesz się czegoś nauczyć, wykonuj to.
Przemek 14 lat

Jak już wspomniałam przejście do Edukacji Domowej było konsekwencją naszych wcześniejszych preferencji i stylu życia. Nie było czymś zaskakującym czy wymagającym zmiany podejścia. Było raczej naturalnym wyjściem z "podziemia edukacji alternatywnej". Przemek skończył podstawówkę jako jeden z najlepszych uczniów i jako jeden z najbardziej nieobecnych. Całe sześć lat uczył się "pomimo szkoły" z trudem wpasowując się w schematy. W miarę upływu lat szkoła marnowała coraz więcej czasu, zarówno na lekcje, jak i prace domowe. Nikt w niej nie zastanawiał się nad stylami myślenia i uczenia, nie wspominał o różnych typach inteligencji ani nie radził jak się uczyć, by przynosiło to radość i pożytek. Nie uczono "jak się uczyć" - a przecież to najważniejsza wiedza, która procentuje całe życie.

Interesuję się od dawna koincydencjami, czyli znaczącymi przypadkami - synchronicznościami jak określał to psycholog Carl Gustaw Jung i przyznam, że w owym okresie jeden "przypadek" pociągał "drugi". Najpierw odbyliśmy wyprawę autostopową "Dookoła Włoch i wzdłuż czterech mórz" - była to pierwsza tak długa, dwumiesięczna i daleka trasa. Zobaczyliśmy oboje jak fascynujące i kształcące są podróże i jedyne co nam przeszkadzało, to konieczność wrócenia do szkoły po wakacjach. I tu wydarzył się pierwszy z kluczowych "przypadków". Kiedy byliśmy już psychicznie gotowi do wyzwania jakim jest indywidualna nauka, to trafiłam w księgarni na książkę Marka Budajczaka "Edukacja Domowa". Pierwszy raz przeczytałam ją od razu na miejscu w EMPiK-u a następnie kolejny raz już w domu z Przemkiem. To była nasza ogromna szansa pogodzenia wyjazdów i rozwijania pasji z nauką. Szansa legalna proceduralnie i zagwarantowana zarówno Konstytucją RP, jak i Ustawą o Oświacie w formie "spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą". Oczywiście nie było to wcale takie łatwe. Nie znaliśmy nikogo kto się tak uczy, nie wiedzieliśmy jak zareagują rodzina i znajomi.

Radość była tak wielka, że nie zastanawialiśmy się zbyt długo. Przemek suwerennie brał udział w podejmowaniu decyzji i w planowaniu jak ma wyglądać jego nauka po zrezygnowaniu z chodzenia do szkoły. Mieliśmy sporo niepewności zwłaszcza dotyczących egzaminów z każdego przedmiotu i tu ponownie odezwał się "przypadek". Podczas wydobywania skamielin osunęła się na Przemka ściana i mocno się potłukł, zwłaszcza głowę. Nie chodził jakiś czas do szkoły bo bardzo mu przeszkadzał hałas. To przeczulenie na hałas okazało się wspaniałym pretekstem do wypróbowania Edukacji Domowej "na sucho". Nadmienię, że w owym gimnazjum robione pomiary natężenia hałasu podczas przerwy były imponujące - 140 decybeli - jak na lotnisku podczas startu samolotu. Dzieci to znoszą pięć dni w tygodniu przez 1-1,5 godziny dziennie nie wiedząc, że taka dawka natężenia dźwięku uszkadza słuch nieodwracalnie.

Przemek opuścił cały semestr i zdawał egzaminy klasyfikujące ze wszystkich przedmiotów tak, jak w Edukacji Domowej. Następnego tygodnia po zdaniu egzaminów zjawiłam się u Pani Dyrektor z podaniem o przejście w stan "spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą". Chciałam to zrobić jak najbardziej po partnersku wiedząc, że będziemy musiały współpracować ze sobą przez kilka lat i od naszych uzgodnień oraz otwartości zależy sytuacja Przemka. Z dyrektorką gimnazjum nie było żadnego problemu. Do tej pory się śmieję, że byliśmy pierwszym w Polsce "przypadkiem pozytywnym", gdyż trafialiśmy od początku na sprzyjających dyrektorów szkół. Nie można tego powiedzieć o kadrze nauczycielskiej, ale o tej "łyżce dziegciu" opowiem dalej. Dyrektorka 15 Gimnazjum w Łodzi wykazała się fachowością, otwartością, serdecznością i rozsądkiem - życzę wszystkim rodzicom z Edukacji Domowej takiej współpracy. Kobieta wspaniała, pełna ogromnej wiedzy, o niespotykanej wrażliwości i bardzo otwarta na nowe metody nauczania. Słyszała o Edukacji Domowej, chociaż osobiście się z nią nie zetknęła. Byłoby to trudne, gdyż w tamtym czasie w Polsce tylko kilka rodzin legalnie uczyło się w tej formule. Jednakże na spotkaniu w łódzkim kuratorium dyrektorzy szkół byli uczulani na taką możliwość jako legalną, w pełni dostępną dla rodziców, formę nauczania. Pożyczyłam Pani dyrektor książkę o Edukacji Domowej Marka Budajczaka i drugą o "Rewolucji w uczeniu" Gordon Dryden i Jeannette Vos. Przedyskutowałyśmy swoje podejście do problemu, ustaliłyśmy warunki zgodnego współdziałania (według zaleceń Ministerstwa Edukacji - egzaminy ze wszystkich przedmiotów oprócz muzyki, plastyki, techniki i w-f) i zaczęliśmy legalną Edukację Domową.

Dlaczego nie mieliśmy problemów tak, jak pozostałe rodziny w Polsce? Bo byłam przekonana do tego co robimy? Bo umiałam odpowiednio umotywować swoje stanowisko? A może dlatego, że zarażam swoim optymizmem? Również dlatego, że miałam pomysł jak taka nauka domowa ma wyglądać oraz potrafiłam uzyskać przychylność i wsparcie wielu ludzi oraz mediów. Myślę, że głównie dzięki naszym działaniom zaczęto patrzeć bardziej przychylnie na rodziny wybierające Edukację Domową. Wcześniej traktowano to jako walkę z systemem albo szalony wymysł rodziców. Wielokrotnie powtarzaliśmy na różnych konferencjach i spotkaniach, w gazetach, radio i telewizji, że Edukacja Domowa jest jedną z dróg nauczania zagwarantowaną przez demokratyczne państwo. Jest wyborem i sposobem życia zgodnie z określonymi priorytetami i wartościami. Nie jest zagrożeniem dla systemu szkolnego, jest tylko jego uzupełnieniem. Sama mam bardzo dużo znajomych pracujących w szkolnictwie, często rozmawiamy o problemach współczesnej szkoły i możliwych rozwiązaniach. Owszem, czasami pada hasło "beton się kruszy a nie miesza" na określenia trudnej współpracy z władzami kuratoryjnymi i jako komentarz do kolejnych reform, ustaw i pseudośrodków zaradczych. Sytuacja dzieci w przepełnionych i niedoinwestowanych szkołach publicznych jest rzeczywiście trudna, zwłaszcza gdy trafią na wypalonych zawodowo i sfrustrowanych nauczycieli. Sfeminizowanie zawodu nauczycielskiego także jest ogromnym problemem, zwłaszcza teraz, gdy tak wiele dzieci wychowuje się w rozbitych rodzinach. Brak męskich wzorców na etapie szkoły podstawowej i gimnazjum utrudnia wykształcanie odpowiednich postaw. Brak szacunku dla kadry nauczycielskiej i spadek rangi tego zawodu jest kolejnym problemem. Jeszcze innym zacofanie technologiczne i uczenie nastawione na wiedzę "wtłoczoną" a nie umiejętność jej zdobywania i wykorzystywania.